Watashi wa kuro bara de shinu chikuchiku watashi baai...
Anata wa watashi watashi wa kurayami no naka ni rakka sa seru rakka sa seru baai...
Watashi wa watashi ga sunde iru hitsuyō ga arimasu jibun ni akutai o tsuku...
I'm so lost my lord, But I won't let you die, till the end I will protect you, I wont let you fall, never.
Before I die I will try to give you happiness.
Mój pan chyba jest dziś na mnie obrażony.
Martwię się, co mam począć, powoli zapadam się w ciemność na własne życzenie...
Jest coraz gorzej, obawiam się ze to obłęd.
Cóż ten tydzień zapowiada się pracowicie.
Na początek tygodnia mogę dodać to:
http://fc09.deviantart.net/fs71/f/2010/213/d/d/Little_Sebast_again_by_L_to_the_end.jpg
The moonlight, which exposes sadness
Coldly illuminated
Despair and the future
That are friendly with each other within the darkness
Turning the secret that you gave me into a sign
I go through the silence of the pale night
Lacrimosa
Once more, I want to love the glaringly bright world
That shattered in the distance and vanished
Hide your dream in your eyes
Until tears come falling
Onto your sullied heart
The phantom carriage parts the darkness
And goes toward where the light is
The trap known as dreams
Lures us toward the flames
No shout of any sort will reach
The merciless gods above the sky
Lacrimosa…
We’ll be the blazing firewood
And seem to burn away the sky someday
Lacrimosa
I want to fearlessly love the blood-soaked world
That I was born in
Rather than being forgiven, forgive and believe in me
Count the number of lachrymose days
On the sullied earth
Dziś czekam na przyjazd krewnych... Na dworze jak zwykle gorącu.
Martwię się o mojego pana... Nie ma go już parę dni.
Where are you, my lord?
I miss you terribly... Come back to me.
Sytuacje życiowe są nie jasne. Dlaczego?
Dlaczego plącze się sam w swoim świecie?
Coś jest nie tak, tylko co? Dławię się, nie mogę złapać tchu.
Teishi wa jibun jishin o kizutsukeru Arekusandā...
Waga omo wa, watashi wa mō kare ni wa gaman dekinai...
Już nie mogę, Dzwoni do mnie i nie potrafi zrozumieć że nie dam się wyciągnąć do miasta, nie w te upały. On to nazywa lenistwem...
Niech myśli sobie co chce... już mnie to przestaje obchodzić.
Najgorsza jednak jest ta złość co we mnie wzrasta...
Chce mu pokazać ze jestem wściekły i zmusić go żeby zmienił swoje postępowanie... nic nie skutkuje...
Mam nadzieje że nic złego się nie działo pod moją nieobecność, Panie.
Musze przyznać iż ten wyjazd był wielkim nieporozumieniem.
Katorga.
Cóż, słów mi braknie jak tylko o tym pomyśle. Nie chce kiedykolwiek znów przez to przechodzić.
Nic nie moglem robić, nie moglem myśleć, osoba mi towarzysząca sprawiała mi nieopisany ból. Moje serce jest trawione przez smutek i nienawiść.
To dziwne, powinienem być niewzruszony, ale jednak poczułem dosadnie cierpienie rozdzierające moja pierś.
Dlaczego? Powinienem przecież się przyzwyczaić do ran, które są zadawane przez osoby które darze sympatią.
Nazedesu ka? Naze watashi no kokoro wa kowarete iru? Sore wa naze son'nani itaidesu ka?
Watashi no kanashimi... Watashi o korosu.
Jak wyżej. Mój pan pragnie bym rysował komiksy.
Zastanawiam się nad tym, ponieważ wiem ze to by było dość trudne dla mnie...
Nie jestem na tyle uzdolniony plastycznie.
Nie, to nie może stanowić dla mnie przeszkody, w końcu to mój obowiązek, jako że jestem lokajem rodu Enternite.
Jutro wyjeżdżam, zatem nie mam czasu do stracenia, muszę zadowolić mego pana.
Ciekaw jestem kiedy znów go zastane.
Mój pan chyba jest dzisiaj w dobrym nastroju.
Ciesze się.
Mam nadzieje ze to nie jest tylko złudzeniem.
Byłbym wtedy wielce niepocieszony.
Cóż, wieczorem zapewne się rozpisze.
Na razie na pocieszenie dołączam grafikę.
Naze? Naze anata wa kanashii desu Botchan?
Dlaczego się smucisz?
Panie płacz twej duszy jest męką dla moich zbolałych od ciszy uszu.
Będzie dobrze, gdy już się spotkamy, obiecuje.
Mój pan... jest taki litościwy.
Jaques Enternite jest bardzo ważną częścią mojego życia.
A jego los jest moim.
Niby nie mam na co narzekać, a jednak przejmuje się.
W moim umyśle szerzy się teraz pustka, może za sprawa zmęczenia a może to sprawka alkoholu.
Brak weny, brak wiary w siebie, brak pomysłów.
Macabre véritable jest to iż czuje się pusty, taki pusty, bez duszy.
Nie potrafię układać swojego bytu gdy wiem ze ktoś cierpi.
Co mam ze sobą począć, Botchan?
Zatracam siebie...